Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 maja 2012

Kraków, czyli gościnne występy part I

Zalet Krakowa nikomu nie muszę przedstawiać. Jest pięknie. Nie będę zatem tworzyła własnego przewodnika po zabytkach, ale prezentuję - jakżeby inaczej - parę fajnych miejsc z jedzeniem. A będą to knajpki - z jednym małym, ale smacznym wyjątkiem - zlokalizowane na Kazimierzu.
Zaczynamy od śniadania. Na śniadanie udajemy się do lokalu, o nazwie mówiącej sama za siebie, czyli do BAGELMAMY. Z ulicy Szerokiej skręcamy w kierunku ulicy Dajwór, kierujemy się na prawo, a tam już za parę metrów czeka dość niepozorna z zewnątrz malutka kawiarnia serwująca bajgle w praktycznie każdym wydaniu. Możemy wybrać rodzaj samego chleba (graham, z sezamem, z makiem etc.) oraz jedną z proponowanych opcji podania (na słodko, słono, na ostro, łagodnie) lub samemu stworzyć swoją wersję. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Bajgle są świeże i solidnie wypchane dodatkami.





Propozycje obiadowe są dwie. Zostając dalej na Kazimierzu idziemy do SATORI na rogu ulic Jakuba i Szerokiej. Szyld mówi, że znajdujemy się w Cafe/Bistro. Proponuję dopytać się o zupę dnia, którą w dniu naszej wizyty był krem marchwiowo-cytrynowo-imbirowy. Sałatki dobre. Pyszne makarony, zdaje się produkcji domowej. Porcje jednak nie duże. Smacznie. Makaron i świeży sok z pomarańczy 26 zł.






Wychodzimy z Kazimierza. Idziemy w kierunku Starego Rynku. Na ulicy Św. Tomasza, właściwie na Placu Szczepańskim znajduje się TRUFLA. Pozycja obowiązkowa, bo rekomendowana w przewodniku Michelin na 2012 rok. Ceny przystępne. Pasty od 25 zł do 30 zł. Pyszna krem z papryki z kiełbasą hiszpańską za 8 zł. Uszy się trzęsły. Wnętrza jasne, domowe. Porcje duże. Same plusy. No, może minusem jest to, że w lokalu jest dosyć duszno. Otwarta na restaurację kuchnia robi swoje. Koniecznie odwiedźcie TRUFLĘ.



Ponadto absolutnie, koniecznie i obowiązkowo w Krakowie odwiedzić należy pierogarnię VINCENT na ulicy Bożego Ciała. Jestem tam przy każdej wizycie w Krakowie. Takich pierogów nie ma nigdzie indziej. Od ilości i różnorodności nadzień kręci się w głowie. Dla mnie hitem są te z wątróbką, cebulą i jabłkiem. Są serowe, warzywne, owocowe, bardziej klasyczne jak z mięsem czy ruskie. Pychota. No i 10 całkiem sporych pierogów za 15 zł to też rzadkość. 
Krakowskich fajnych miejscówek jest naprawdę sporo. Radzę poszukać czegoś na Kazimierzu lub choć odrobinę oddalić się od Starego Rynku. Pyszny weekend;)


środa, 28 marca 2012

Pompon


Idealnym sposobem na rozpoczęcie tak przyjemnego weekendu jak miniony jest spożycie pożywnego i smacznego śniadania w doborowym towarzystwie. Miejsce: Pompon na Woli. Niewiele ciekawych kulinarnie miejsc znajduje się w okolicy mojego miejsca zamieszkania, zatem Pompon jest miłym odkryciem. Ciężko dokładnie określić czym tak do końca jest to miejsce. Coś pomiędzy kawiarnią, śniadaniownią, a lunchownią.
Przede wszystkim jest to miejsce dla rodziców z dziećmi (więc średnio się wpisywałyśmy w target). Lokal jest długi, a jego istotną część zajmują pomieszczenia, w których prowadzone są warsztaty dla dzieci (np. z robotyki!), organizowane kinderbale i oczywiście gdzie dzieci mogą nieźle poszaleć (zjeżdżalnia, tunele itp.). Wszystko utrzymane w jasnej tonacji biało-sosnowch wnętrz.



Są zapchane regały z maskotkami, grami edukacyjnymi  i książkami, których raczej nie dostaniemy w Smyku. Co ciekawe, Pompon oferuje firmowe zestawy z wycinankami o różnym poziomie trudności dla najmłodszych (fajny pomysł). Jest też wieszak z eko ubraniami (dla małych i większych). Gdyby tylko kurtka z Potworem Ciasteczkowym była w wersji dla dorosłych, wiem w czym pomykałabym tej wiosny.
Z dziećmi póki co nie przyszłyśmy do Pompona, nie pozostało nam nic jak przejść do konsumpcji. Jest menu śniadaniowe oferujące jajka, croissanty, tosty. Wszystko w wersji eko. Zamówiłyśmy zatem jajeczniczkę podaną z ciepłymi bułeczkami oraz z miksem sałaty, rukoli i pomidorków cherry. Przednie. Jajecznica podana nieco na słodko, ale przełamana lekko kwaskowatym, gęstym sosem balsamicznym, dodanym do sałaty.







Drugą pozycją był omlet włoski z suszonymi pomidorami i gorgonzolą. Również podane z sałatą. Omlet sam w sobie był bardzo dobrze usmażony, lekki, konsystencja pianki. Niestety gorgonzoli trzeba się było troszkę naszukać. No ale przynajmniej nie był przez to ciężkostrawny i kalorii może trochę mniej.
Z napitków na naszym stole: klasyczna latte i sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Bez zarzutów. Ceny raczej przystępne. Za omlet, kawę i sok uiściłam w kasie złotych trzydzieści dwa bodajże.
Podsumowując: świetne miejsce dla dzieci z opiekunami. Naprawdę sporo się tu dzieje dla najmłodszych, więc trzeba trzymać rękę na pulsie. Rodzic, który czeka na pociechę pochłoniętą mocno rozwijającą zabawą może skorzystać z niedawno otwartego Pompon Spa. Takie rodzicielstwo mi się podoba:)
Jeśli jednak nie dysponujemy małoletnim możemy po prostu przyjść na smaczne jedzenie, które jak zapewnia obsługa jest całkowicie eko, cokolwiek by to znaczyło...


lokalizacja: Warszawa, ulica Młynarska 13
http://pomponart.pl
Na koniec występ Ciasteczkowego  :)

wtorek, 21 lutego 2012

Piaskownica

          
Niedziela nie była przyjemna. Nie dość, że deszcz zmienił śnieg w gigantyczne kałuże, to jeszcze z każdej strony złe informacje. Wieczorne spotkanie celem wygadania i wyżalenia było wskazane. Z racji moich blogowych obowiązków miejsce spotkania musiało nadawać się na post, wobec tego wybrałam Piaskownicę. Miejscówka nowa, a zasłyszane pozytywne opinie zachęcały.





Piaskownica znajduje się na Powiślu tuż obok BUWu, koło jak dobrze znanego ze studenckich czasów punktu xero:) Przez pogodę, albo przez porę dnia nie trudno było o wolny stolik. Jeśli chodzi o same pomieszczenie: dominuje dykta i szarość na ścianach, z sufitu natomiast zwisają pojedyncze żarówki. Niezobowiązujący wystrój wprowadza luźną atmosferę. Kolorowy bar zastawiony jest muffinkami, babeczkami, tartami...jest słodko.
Głód dawał o sobie znać, wobec czego konsumpcja była nieunikniona. W menu zupy, słone tarty, tosty i kanapki. Wybrałam ciabatę  z szynką parmeńską i rukolą z dodatkiem słodkiego musztardowego dressingu. Baaardzo smaczna. Niestety żołądek wprowadził mnie w błąd i zmusił do zamówienia dużej kanapki, dużo za dużej, dlatego zamówienie kanapki w wersji max sugeruję tylko tym naprawdę głodnym. Próbowałam też kanapki z łososiem, koperkowym serkiem, ogórkiem i pomidorem. Również polecana.




W menu śniadania (domowo brzmiące w stylu muesli) i lunche. A do tego wspomniana już różnorodność słodkości, wyglądających naprawdę zachęcająco.  Napitki do wyboru do koloru z alko lub bez (piwa, drinki, koktajle, pyszna kawa i zielona herbata).
Miejsce jest zdecydowanie studenckie. Wskazane na przerwę między zajęciami. A co ważniejsze studenckie są też ceny (!). To dodatkowy plus. Moja smykałka detektywistyczna sugeruje mi, że zawieszony na  ścianie projektor oznacza wieczorne oglądanie filmów:) Eventy się kręcą…
Jak już wspomniałam, w niedzielny wieczór Piaskownica świeciła pustkami, dlatego bardzo mnie ciekawi jak ten lokal prezentuje się wieczorami piątkowymi czy sobotnimi… a zatem dopisuję Piaskownicę na listę do ponownego odwiedzenia. Sprawdźcie to!




lokalizacja: Warszawa, ul. Lipowa 7A

niedziela, 19 lutego 2012

Ministerstwo Kawy



         Tuż obok Placu Zbawiciela znajduje się kolejne miejsce, które zaciekawiło mnie i zwabiło do środka. Kawiarnia o wiele obiecującej nazwie "Ministerstwo Kawy". Wnętrze jest bardzo jasne, bo rozświetlone nie tylko przez białe ściany, ale przede wszystkim przez duże okna na każdej z nich. Jest miło. Fajna miejska kawiarnia o  prostym  wystroju,  ale też przytulna między innymi przez zbieraninę różnych krzeseł i foteli. 
     Świetna na spokojną poranną kawę. Do kawy można zjeść coś na słono (kolorowe i smakowicie wyglądające kanapki) albo słodko (bezy, ciasta: czekoladowe i marchewkowe, muffiny),ale zapewne całkiem przyjemnie wpaść tam też np. po pracy. 






       Mimo wszystko spodziewałam się odrobinę więcej po Ministerstwie Kawy. Miałam nadzieję wejść do miejsca przepełnionego aromatem świeżo zmielonej kawy, miejsca gdzie trudno będzie zdecydować się na jedną kawę wśród niezmierzonej ilości propozycji. A może było po prostu za wcześnie na to, żeby lokal wypełnił się kawą....Nie to, żeby mi się nie podobało. Wystrój jak najbardziej w moim typie, a i menu oferowało wszystko czego mi było potrzeba. Jednakowoż kiedy miejsce nazywa się Ministerstwo Kawy, to można mieć nadzieję na znalezienie tam czegoś wyjątkowego i zaskakującego jeśli chodzi o ten szlachetny napój.      Natomiast na tablicy z menu można było znaleźć mniej więcej to samo co oferują sieciówki.
Jedynym zaskoczeniem była dla mnie całkowita nowość, a mianowicie "drip" tj. czarna kawa mająca w sobie ukryte mnóstwo aromatów i smaków, trochę się ich trzeba naszukać. Pycha!! To samo tyczy się ciast (beza wyborna;)




         Polecam te miejsce na leniwą kawę, przyjemne oglądanie Warszawy przez wielkie okna, a przede wszystkim do ładnego, niebanalnego wnętrza. Oby więcej takich miejsc w stolicy!




  lokalizacja:Warszawa, ul. Marszałkowska 27/35 (na tyłach kościoła)
http://www.ministerstwokawy.pl

czwartek, 16 lutego 2012

Charlotte Chleb i Wino...omlet i kawa


       Leniwa sobota, ostre słońce i mróz. Śniadanie w Charlotte. Do kawiarni/bistro docieramy po dosyć długim jak na sobotni poranek poszukiwaniu miejsca parkingowego. Lekko po dziesiątej w Charlotte jest już tłum ludzi i ciężko jest znaleźć miejsce. Siadamy przy oknie. Widok na budzący się Plac Zbawiciela całkiem ładny. Zabiegana kelnerka podrzuca nam menu. Jest głośno. Charlotte tętni życiem od rana do nocy.
      Wystrój chyba najprostszy z możliwych. Białe ściany, drewniane stoliki, na ścianach lustra, na stołach kwiaty. Bezpośrednio za ladą zaczyna się kuchnia, co sprawia, że wszelkie aromaty przedostają się bezpośrednio na salę.




    
  












  


    Zamawiamy omlet francuski z szynką (do wyboru jest jeszcze z serem kozim) podawany z dwiema kromkami chleba oraz Jambon Gruyére (czyli grilowaną kanapkę z domowym, zielonym pesto, szynką i serem), podawaną z marchewką, której technologii przyrządzenia do końca nie ustaliłyśmy (jakby lekko podgotowana w jakimś wywarze, w każdym razie świetnie doprawiona i pyszna). Do tego obowiązkowa latte.
      Jak już wspomniałam lokal jest pełen ludzi, głośno, ciężko dosłyszeć rozmówcę, a jeszcze ciężej własne myśli. Obsługa (widocznie wprawiona w dużym obłożeniu lokalu) szybko podaje nam najpierw kawę, która stawia nas na nogi. Dociera śniadanko. Omlet pycha...delikatny i puszysty. Szynka fajnie zaostrza jego smak. Kanapka jeszcze lepsza. Pesto (z rukoli i bazylii??) świetnie łączy składniki. Owszem byłyśmy głodne, ale nasze zamówienie zgodnie oceniłyśmy na piątkę z plusem:) Zaspokoiłyśmy głód, ba, nawet się najadłyśmy, chociaż porcje wydawały się małe.
       




       W Charlotte możemy też kupić różnego rodzaju bułeczki, rogaliki, chleby, ciastka, wszystko ponoć pieczone na miejscu. Duży plus. Fajnym pomysłem jest też duży stół na środku lokalu. Skraca dystans, bo nieznajomi muszą usiąść razem.
     Trochę obawiałam się w Charlotte, bo przecież to jedno z tych miejsc, w których się bywa. Nie byłam pewna czy to dobra miejscówka na spokojny sobotnioporanny posiłek, czy to dobre miejsce,żeby odpocząć po całotygodniowym nadęciu. Okazało się, że tak. Atmosfera jest jak najbardziej sprzyjająca wyluzowaniu, jest miło. Miejsce wypełnia pozytywna, miejska energia. I faktycznie jest tak, że mimo otaczającego gwaru, mimo tętniącego za oknem miasta, pijąc kawę w Charlotte jesteś w stanie na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, że jest ok. 


lokalizacja: Warszawa, Plac Zbawiciela
http://www.bistrocharlotte.com/